indywidualnekroki

Rude marudzenie

dzień za dniem.

1

Mija dzień za dniem. Tyle marzeń, celów i planów. Motywacja też jest. Ale sił mi brakuje. Chyba staram się udowodnić wszystkim zbyt wiele. Nie potrafię się przyznać nawet sama przed sobą, że do czegoś się nie nadaje. A komu ja chcę to udowodnić skoro udawanie przed samą sobą wychodzi mi coraz słabiej.

chcę się chyba poddać. Najgorsze jest to, kiedy uświadomisz sobie, że to co robisz chyba nie do końca jest dla Ciebie. Że cokolwiek będziesz robił to i tak się nie wpasujesz. Rok minął. Zaczyna lecieć drugi. A ja właśnie zdaję sobie sprawę, że jeśli nie te studia to żadne inne, bo do żadnych innych ja się po prostu nie nadaję. Jest mi przykro. Ale co zrobię zaraz? Wezmę kolejną książkę. Wezmę ją i będę oszukiwać siebie dalej, że z tej mąki chleb będzie…

0

Czy czegoś mogę oczekiwać od drugiego człowieka ? Jak to jest? Czy czegoś mogę żądać, czy czegoś mogę pragnąć? Czy mam prawo mieć jakieś nadzieje związane z drugą osobą? Cokolwiek? Czy jest to wtedy roszczenie sobie praw do tej drugiej osoby?
Boję się, że kogoś mogę osaczyć sobą, że zacznę zbyt wiele wymagać, zbyt wiele żądać, chcieć, pragnąć, że będę chciała coraz więcej i więcej. Jak mam temu zaradzić? Czy wtedy należy usunąć się w cień? Gdzie i jak mam znaleźć granicę? A przede wszystkim, gdzie jest we mnie to ufne dziecko… Gdzie jest to dziecko, któremu nic nie było straszne i przerażało je tylko zbliżające się kolokwium bądź egzamin.. Wróć do mnie.. Chyba tak bardzo chciałam spoważnieć, że coś mi umknęło i nie wyszło mi to do końca na dobre..  Czy naprawdę każda zmiana niesie ze sobą jakieś straty oprócz zysków?

Codziennie zadawałam sobie pytanie – kiedy zmądrzejesz? Do tej pory nie zmądrzałam.. A tak bardzo staram się zachowywać jak na „dorosłą” osobę przystało. Chcę być poważną i stonowaną osobą. Osobą, którą chociaż będą postrzegać jako inteligentną i taką, która może coś zdziałać w tym świecie. Mrzonki ? Mrzonki? Mrzonki.. ? Nie chcę, żeby to były mrzonki…

Dzisiejszy wieczór.. A w zasadzie popołudnie. Pojechałam do ludzi, których tak dawno nie widziałam. Spędziłam tak miło czas, na parę godzin zapomniałam o tym, co tak cholernie mnie martwi. Przypomniałam sobie, że tak dobrze przecież dogaduję się ze swoją siostrą, że tak dawno nie spędziłam z nią tak błogosławionego, odprężającego czasu, który był potrzebny i jej i mnie. Czas na chwilę stanął.. Szkoda, że tylko na chwilę. 

u can’t stop.

0

Kolejny dzień za nami. Zupełnie nie wiem, jak mam je złapać, jak trzymać, by tak mocno mi się nie wymykały.  Odczuwam senność. Ogarniającą senność, którą ciężko zwalczyć. Dziś jest jeden z tych dni, podczas których najchętniej nie wstawałabym z łóżka. Nie nie. Spokojnie nie mam żadnych stanów depresyjno-lękowych, jestem dziś niebotycznie śpiąca i zmęczona. Przeglądam facebooka, jak codziennie. Jakie to dziwne, że człowiek dzisiaj praktycznie nie może się bez niego obyć. Zauważam, że moje życie było bez niego prostsze :) Na pewno nic nie zabierało mi tyle czasu, co to ustrojstwo zabiera.

Praktyki pedagogiczne to wspaniały czas. Zrozumiałam, a może nie tyle co zrozumiałam, a utwierdziłam się w przekonaniu, że nie popełniłam błędu przy wyborze kierunku studiów. Dzieciaki są super. A my możemy tak wiele się od nich nauczyć. Sama ich obecność sprawia, że człowiek chce się starać, że chce być lepszym. To niewątpliwie dodaje siły. Kiedy patrzy się w te wiele par oczu, których właściciele czasem skupieni, czasem nie, słuchają tego, co mówisz, wiesz, że to, co robisz, ma jakiś sens. To dowartościowuje. Tak jak każde – „podobały mi się zajęcia”. Szkoda, że te praktyki był tak krótkie. Dały mi na pewno kopa, bardzo pozytywnego. Niewątpliwie są także cennym doświadczeniem i bardzo miłym wspomnieniem.

A teraz powróćmy do papierkowej roboty.. koniec obijania :) 

Refleksja z zieloną herbatą w tle..

0

Kolejny dzień.. Lana Del Rey i zielona herbata w tle.. Doskonała błogość. Nawet niebo wydaje się być skupione. Błękitne dotąd niebo przysłoniły szare chmury. Deszcz? Może i będzie deszcz…

A ona śpiewa, melodyjnie, spokojnie.. Tak mi melancholijnie… Zielona herbata smakuje dziś wyjątkowo gorzko, bez choćby krzty słodyczy. Bez odrobiny. Jest tak spokojnie. Z kuchni dobiegają tylko odgłosy odkładanych na suszarkę naczyń. Codzienny koncert o godzinie 16. Zastanawiam się, ile czasu upłynie zanim za tym zatęsknię. Kiedy o tym pomyślę. Październik zbliża się nieubłaganie. Czas ucieka. Znów. Nie zatrzymam go.

Czekam na to. Na tę chwilę. Z drżeniem serca, z drżącym głosem. Z drżeniem rąk.  Ale boję się też. O Boże, czy ja kiedykolwiek całkowicie przestanę się bać? Kiedy zrozumiem, że trzeba całkowicie zaufać. Za dużo obserwuję? Za dużo analizuję ? Czego jest za dużo? Nie chcę żeby mnie było za dużo. Nie chcę drżeć z niepokoju, że jestem wszędzie, w każdym momencie twojego życia. Przecież nie mogę być. Niedorzeczność. Smutna. Rozbita.

Herbaty ubywa. Ale myśli nie. Napędza się koło. One nigdy nie odstępują od człowieka. Zatrzymaj je. Nie chcę się nad tym zastanawiać. Potrzebuję w tym momencie rozsądku. Czystego logicznego kalkulowania. Chłodnego racjonalizmu. Chłodu.. Oh. Logiki! Chyba czasem warto się w niej zatracić.

Spoglądam przez okno. Słońce oświetliło mi twarz. Czyżby niebo zechciało zerwać z chłodem i dostojeństwem zachmurzonego nieba i przepuścić do naszych serc parę promieni słonecznych ?Słońce znów stopiło chłód i potrzebę mojej racjonalnej kalkulacji i analizy. Niech to szlag. Herbaty ubywa.

Uparta gwiazda. Nie chowa się. Świeci cholera coraz mocniej. Coraz dostojniej. Gdzie ten dostojny deszcz? Deszcz, który zmywa wszystko. Rozpuszcza ciepło ? Oh przy nim liczby, wykresy, słupki i inne te cholernie matematyczne i ‚rozsądkowe’ rzeczy mają większą rację bytu! Ale jak go nie było tak nie ma. A ja? A ja dlaczego nie mogę być bardziej rozważna, niźli romantyczna? summertime sadness. Zatracam się w tym. Ale pytanie – co jest dla mnie dobre i czy zatracam się w odpowiedniej rzeczy? Sprawie? Kręcę się wokół. Nie widzę zrozumienia, nie widzę odpowiedzi. Ah dlaczego nie mogę tego racjonalnie poukładać? Nie znoszę, kiedy coś wymyka mi się spod kontroli i żyje własnym życiem. Zwłaszcza rozum. A w sumie mój mały orzeszek,

Nikt mnie tak nie doceniał. Nikt. Nikt. Nikt. Ale ja i tak całe życie nie zdołam być jeszcze lepsza.

i nic więcej.

0

Podziękowałeś mi za to, że jestem. Niczego chyba więcej nie pragnę. Dawno nie miałam tak spokojnego wieczoru. Wiem, że mam pełno obowiązków i powinnam zamknąć to ustrojstwo, potocznie zwane laptopem. Niech będzie jednak włączony. Dzisiaj czas wyjątkowo nie goni.

Never say goodbye

2

Pożegnania są ciężkie. Podejrzewam, że właśnie dlatego nikt ich nie lubi. Nie można znaleźć sobie miejsca, bo na dobrą sprawę nie wiesz, kiedy znów zobaczysz tę wyjątkową osobą, z którą chciało się spędzić nawet te ostatnie pare chwil. Wierzymy, że to będzie jak najszybciej. Załącza nam się takie egoistyczne myślenie. – „Nie ma jej obok mnie”. I nagle ogromna fala smutku zalewa nasze serce.

Sęk w tym, że  najważniejsze jest dostrzeć dobro dla osoby, która zdecydowała się na ten ogromnie poważny krok. Podróż to początek czegoś nowego, prawda? Szansa na coś lepszego. A kraj jest taki, że coraz młodsze osoby z niego uciekają. I uciekłaś i Ty. A ja tak strasznie życzę Ci szczęścia. Najpiękniejszych dni. Łez, ale tylko tych szczęścia. Gorącej herbaty każdego rana. Uśmiechu na twarzy. Myślę, że za wiele nie muszę mówić. Bardzo się do Ciebie przywiązałam. Pamiętaj o tym. Dziękuję Ci za każdą chwilę przyjaźni, za każdą z tych chwil, które mogłyśmy spędzić razem, które sobie poświęciłyśmy. O Boże! Ale przecież nie wyjechałaś na koniec świata.Takie ze mnie wrażliwe maleństwo.

Wczoraj powiedziałaś mi bardzo zabawne słowa – większość przyjaźni zaczyna się od wzajemnej niechęci dwóch osób. Ale takie początki chyba najlepiej się pamięta. Nie sądziłam, że naprawdę stworzymy tak zgrany duet, który przejdzie naprawdę wiele. Słońca, zachmurzenia, burze i wielki huragany. Ale wiem, że to jeszcze nie koniec. to dopiero początek, bo przecież to nie koniec świata, bo przecież kontakt będzie.

Nie dostaliśmy szansy spędzenia ze sobą czasu w czwórkę. My i Oni. Najważniejsze osoby w naszym życiu. Obiecałaś, że to nadrobimy. Ja pamiętam. Będę o to dbać, by tak było. Ja też winnam coś obiecać. Obiecuje właśnie to.

Od października wrócę na uczelnie. Znów stanę się Miss Universe Kujonów. Znów będziecie się ze mnie śmiać i opieprzać. Ale z daleka. Kurde. Już za tym tęsknie. Ciężko mi. Ale lżej na pewno z tym, że ty będziesz dużo szczęsliwsza tam. I na tym się opieram. I w tych kategoriach myślę o twoim wyjeździe. A wiesz, że szczerze życzę Ci szczęścia. Naprawdę szczerze.

Powiedziałam to wszystko już wczoraj. Ale słowo pisane też daje jakaś ulgę. Dużą. Zrzuca się część ciężaru. Ale czy tylko mozliwość „wypisania” się tak działa? Wczoraj miałam przyjemność wylosowania karteczki z sentencją o. Pio. Tego muszę się trzymać. Chętnie się nią podzielę. Może nie tylko mnie ona pomoże. Któż to może wiedzieć ?

Staraj się usunąć ze swojej wyobraźni dręczące myśli, z nieograniczoną ufnością otwórz serce na Tego, który jedynie może pocieszyć i zbawić. 
 
Staram. 

Na dobry początek.

8

No tak. I mnie to dopadło. Przez cały czas mówiłam sobie, po co mi blog. No właśnie po co. Ale jednak coś mnie podkusiło i zmusiło.. Nie chyba bardziej przekonało niż zmusiło.. Do tego, aby spróbować.  Internet to przecież kopalnia informacji, a takich jak ja jest tutaj pełno. Nie oczekuję żadnej popularności. Ot zwykły blog. Pamiętnik? Hm. Raczej nie. To bardziej kojarzymy z prywatnością, a to.. To to podanie wszystkiego na tacy, prawda? A zresztą, czy w dzisiejszych czasach istnieje jeszcze coś takiego jak prywatność? Z jednej strony nie chcemy, żeby ktokolwiek wchodził do naszego życia ze swoimi buciorami, a z drugiej sami się obnażamy i zachęcamy do poznawania naszych tajemnic. Osobiście mi się wydaje, że im bardziej mroczne tym lepsze. Wtedy jesteśmy tacy fajni. Do tego lubimy czasem poudawać niedostępnych. Ale czy oby to naprawdę jest gwarancją naszego sukcesu ? Nie sądzę. Uważam, że o wiele więcej serdeczności, ciepła i tego typu innych rzeczy, zaskarbimy sobie będąc otwartymi i przyjaźnie nastawionymi. Życia też nie ma co ubarwiać. A często nam się to zdarza, kiedy chcemy zaprezentować swoje lepsze strony. Ale czy na pewno lepsze? Sporna kwestia.

Co jeszcze skłoniło mnie do założenia tutaj swojego miejsca na wpisy i refleksje ? Blog to taka twarda, zimna nazwa. Tak bardzo elektroniczna. Będę się starała jej nie używać, tak bardzo kłóci się z moją ciepłą, trochę rozlazłą, rudo-blond naturą :) Nie wiem. Chyba też ciekawość. Chcę się może poczuć jak celebryci. Teraz podobno wszyscy bawią się w takie rzeczy :) No a przynajmniej większość. Zobaczymy jak to będzie. Ze zdziwieniem patrzę, że słowa tak łatwo ze mnie wychodzą. Łączą się w zdania. Zdania w tekst. Nie wiem, czy do końca jest on spójny. Ale trening czyni mistrza prawda? Moja polonistka zawsze kazała nam pisać dużo. Lubiłam to. Zawsze lubiłam pisać. Ale nie opowiadania. Ja zawsze wolałam rozprawki.

Rozprawki? Tak właśnie. Jak to licealnie brzmi. A ja przecież jestem stateczną studentką, która już coś sobą reprezentuje. Ale no niestety. Jednego do końca z siebie nie umiem się pozbyć. Wyznam wam w wielkim sekrecie, że nadal jestem infantylna. Nie wiem, czy chcę dorastać. Oczywiście, wiem, kiedy mogę pozwolić sobie na moje dziecinne zachowanie, a kiedy nie. Ale chyba czas odciąć się od tego całkowicie. Sama nie wiem. Nie mogę stracić wszystkich dziecięcych cech. Dzieci są ufne, kochane i tak łatwo okazują uczucia, przywiązują się, uczą bezpośredniości i może trochę bezinteresowności. Gdybym się tego pozbyła, już chyba nie byłabym do końca sobą.

Przemyślenia, przemyślenia. Nie mogę zarzucić nimi moich czytelników, o ile będę ich miała, od razu :) Wszystko po kolei. Na razie może się przedstawię :) Tak sztampowo to brzmi, nie ? Jak już wspomniałam- stateczna ze mnie studentka. A g. prawda :) Jestem zwariowaną, rudą małpą, która studiuje historię. Kocham, to co robię. Szukam siebie wśród ludzi, bo ciągle mam nadzieję, że odkryję w sobie jakiś talent, bo aktualnie nic takiego nie posiadam :D.   Wiem jedno, chcę pisać i nie chcę skończyć jako zamiatacz ulic. No tak z moim wykształceniem, prawda ?:) Ale, że ja wierzę w ludzi, siebie, Boga to wiem, że jestem bezpieczna. I do mnie szczęście na pewno się jeszcze nieraz uśmiechnie.

Już się uśmiecha. Jest dla mnie. Słońce świeci coraz mocniej pomimo upływających letnich dni..